czwartek, 5 kwietnia 2012

Jak sójka za morze...


Wow, co to był za dzień! Po tym jak Tomek odebrał samochód i załatwił przegląd, zaczęliśmy pakować „ostatnie rzeczy”. Tych rzeczy zebrało się tak dużo, że zamiast wyjechać około południa, opuściliśmy Poznań około 17. Najśmieszniejsze było to, że Agnieszka zdążyła wrócić do domu, więc wypiliśmy z nią sobie jeszcze herbatkę:) Prawda jest taka, że wcale nam się nie spieszyło, woleliśmy spokojnie i dokładnie wszystko spakować tak, żeby niczego nie zapomnieć.
Pierwszym naszym celem był Grodzisk, a dokładniej piwnica w Grodzisku. Jako, że wywoziliśmy łóżko z mieszkania Rumburaków do piwnicy, Tomek jechał na skuterze, a Magda prowadziła kampera. Na miejscu dobraliśmy się do naszych 32 opisanych i ponumerowanych kartonów z rzeczami i zrewidowaliśmy nasz cały dobytek. Część rzeczy zostawiliśmy, a w ich miejsce zabraliśmy inne rzeczy. Cała operacja zabrała nam czas do pierwszej w nocy, kiedy wyjechaliśmy za miasto do lasu na nocleg.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz