wtorek, 24 kwietnia 2012

Chwila grozy

Od rana lało potwornie, twardo wyruszyliśmy w kierunku Innsbrucka, gdzie chcemy zrobić mały przystanek. Pięliśmy się powolutku w górę, a deszcz powoli zmieniał się w deszcz ze śniegiem, aż w końcu padały wielkie płaty zimowego śniegu. Miny nam zrzedły gdy dojeżdżając do granicy sypało konkretnie, a drogi były nieodśnieżone. Mamy już doświadczenie jechania kamperem przez zaśnieżone góry i nie chcieliśmy tego powtarzać. W maju zeszłego roku zima nas zaskoczyła w Czechach, wtedy byliśmy nie mniej zdziwieni jak teraz.
Postanowiliśmy jechać autostradą, zresztą i tak temperatura powinna wzrosnąć tuż za granicą, gdy zaczniemy zjeżdżać w kierunku Innsbrucka. Kupiliśmy na stacji benzynowej winietę, do autostrady mieliśmy kilometr. Ten kilometr dostarczył nam nie lada stresu, nasz kamper na letnich oponach, bez ABSów, na ośnieżonym zjeździe zaczął po prostu się zsuwać. Hamowanie pulsacyjne połączone z hamowaniem silnikiem na dwójce nie wystarczało, nabieraliśmy prędkości, a Tomek przez chwilę oczami wyobraźni widział jak zsuwamy się bokiem do rowu... Na szczęście udało się wrzucić jedynkę i zaczęliśmy hamować.
Po kilkunastu kilometrach po zimie nie było już śladu, a my mogliśmy spokojnie dojechać do celu. W Innsbrucku wylądowaliśmy około 15, zaparkowaliśmy w mieście i poszliśmy dowiedzieć się jak to tu wygląda z legalnością występowania, jednak urząd w którym takie rzeczy się załatwia był już zamknięty. Poszliśmy do informacji turystycznej, do biblioteki, po drodze mieliśmy małą przygodę z podejrzanie wyglądającym facetem, który porzucił torbę i szybkim krokiem odszedł – okazało się, że nie była to bomba. Gdy wróciliśmy do kampera nasz bilecik parkingowy się już skończył, a na nas czekał mandat... Jako że skończył się nam gaz, musieliśmy poszukać stacji benzynowej na której można go zatankować, a przy okazji znaleźliśmy darmowy dostęp do internetu. Nadrobiliśmy trochę zaległości z blogiem, gdyż prawie zupełny brak sieci we Włoszech sprawił, że zebrało się dużo gotowych postów do wystawienia i pojechaliśmy na nasze stare i dobre miejsce parkingowe przy łące. Niestety sąsiedzi rozpoczęli tam jakąś budowę, więc jutro rano pewnie obudzą nas hałasy, no ale trudno, i tak nie planujemy zatrzymać się tu na długo.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz