niedziela, 20 listopada 2011

Mokre przebudzenie

W końcu doczekaliśmy się upragnionego spotkania, Maren, z którą wcześniej mieliśmy kontakt tylko przez telefon umówiła się z nami po południu w naszym nowym mieszkaniu. Do czasu spotkania siedzieliśmy w kamperze i zajmowaliśmy się zupełnie nieciekawymi rzeczami, jak na przykład chorowaniem (last minute!) i odpoczywaniem.


Maren ostrzegła nas, że mieszkanie nie jest jeszcze umeblowane, w związku z tym wprowadzić się będziemy mogli dopiero w przyszłym tygodniu. Nam jednak brak mebli nie przeszkadza – w porównaniu z brakiem prądu w kamperze, ciepło, gorący prysznic i spanie na materacu jest luksusem. Na szczęście Maren szybko zgodziła się, żeby od razu dać nam klucze, jednak musieliśmy jeszcze poczekać kilka godzin, aż sprzątaczka skończy porządki.
Mieszkanie okazało się przestronne, dwa pokoje, mała kuchnia i łazienka, ciepło czysto i pusto:) Mamy nawet kawałek ogrodu, gdyż mieszkanie jest częścią parteru dużego domu. Co prawda ściany wyglądają jak w trakcie remontu (są częściowo pomalowane), ale nam to zupełnie nie przeszkadza. Okolica jest spokojna, mamy blisko do sklepu i do rzeki Elby. Ogólnie super:)
Maren to przemiła osoba, bardzo troskliwa, jednak odrobinę za bardzo zajęta – to ona kilkakrotnie już przekładała spotkanie. Zapomniała (albo nie zdążyła) przygotować dla nas umowy i przepraszała nas za to po stokroć. W końcu jednak mieliśmy okazje porozmawiać choć chwilę o tym co tu się będzie działo i omówić szczegóły naszej współpracy, jutro mamy przyjechać na teren 1000 Funkel, przeczytać umowę i usłyszeć muzykę do naszego pokazu.
Wyprowadziliśmy się więc dzisiaj z kampera, Tomek zamontował lampy, które na szczęście Maren zdążyła kupić i poszedł wcześniej spać, gdyż przeziębienie mu mocno dokuczało. Magda do późna znosiła jeszcze różne rzeczy do mieszkania i robiła drobne porządki.
Niestety przy okazji wynoszenia materacy z sypialni w kamperze (w mieszkaniu nie ma łózka) spotkała nas niezwykle przykra niespodzianka... W ciągu ostatnich dwóch tygodni w kamperze zrobiło się bardzo wilgotno, mieliśmy tego świadomość, ale nie wiedzieliśmy, że jest tak źle... Niskie temperatury sprawiły, że wilgoć, którą wydychaliśmy w nocy nie odparowywała tak, jak to się dzieje latem. Mamy więc wilgoć w alkowie i prawdopodobnie zalążki grzyba... Przeraziło nas to nie lada, planujemy najbliższy miesiąc wykorzystać, żeby wyremontować sypialnię – zmiana materacy i w zasadzie wszystkiego co da się wymienić powinna wystarczyć. Okazało się też, że w instrukcji jest napisane, że w zimowe dni należy włączać mocno ogrzewanie i dmuchawę w alkowie, żeby wysuszyć wilgoć wydychaną w nocy. Nie robiliśmy tego, stąd problem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz