Drugi cały dzień w
podróży był dla Tomka bardzo wymagający, gdyż jazda odbywała
się już nie po wygodnej niemieckiej autostradzie, tylko po
austriackich i włoskich górskich drogach krajowych, pełnych
zakrętów, stromych podjazdów i zjazdów. Kamper momentami ledwo
zipał, zwłaszcza przy jednej górce, gdzie kąt nachylenia wynosił
10%. Po tej całodniowej przeprawie przez Alpy i dotarciu na miejsce
czyli do Rivy Del Garda, Tomek był wykończony, Magda mimo że nie
musiała prowadzić, również była zmęczona podróżą w głośnym
wnętrzu kampera, gdzie silnik wyje, wszystko dzwoni, skrzypi i
trzęsie się.
Po zaparkowaniu w Rivie na
naszym stałym już miejscu z widokiem na miasto i jezioro, poszliśmy
około godziny dziewiątej na spacer zobaczyć czy są w mieście
ludzie, bo gdy byliśmy tam w kwietniu wieczorami ulice świeciły
pustkami. Tym razem widać, że sezon już w pełni bo ludzi w
kawiarniach pełno, jednak wszyscy wpatrzeni w telewizory
transmitujące mecz piłkarski. To był dla nas horror, dopiero co
wyjechaliśmy z Drezna, gdzie przez Euro 2012 nie można było
porządnie występować. Tu trafiliśmy w jeszcze gorsze miejsce,
gdzie ekrany wystawiono dosłownie w każdym lokalu, a ich głośność
podkręcona była na cały regulator.
Byliśmy wykończeni, ale
jednocześnie chcieliśmy zobaczyć jak zachowają się ludzie po
meczu, ponieważ chcemy jutro dla nich występować, a jutrzejszy
mecz będzie jeszcze ważniejszy.
Mecz trwał długo, była
jeszcze półgodzinna dogrywka, a potem strzelanie karnych.
Ostatecznie nie wytrzymaliśmy do końca, to było ponad nasze siły,
wróciliśmy do domu aby położyć się do snu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz